Squeezebox Touch – zamiast odtwarzacza CD

Po 20 latach używania płyt CD przyszedł czas na kolejną (r)ewolucję w moim systemie. Pół roku temu kupiłem urządzenie Squeezebox Touch, na którym miałem zamiar zbudować nowy system odtwarzania muzyki. Obecnie rozwiązanie to całkowicie zastąpiło w moim zestawie odtwarzacz CD, który czeka samotnie na półce na nowy dom.

W podstawowej i najprostszej wersji system ten składa się ze Squeezeboxa i muzyki w prawie dowolnym formacie zapisanej na karcie SD, pamięci USB, albo przenośnym dysku twardym. Muzykę można również przechowywać i podawać na Squeezeboxa poprzez sieć LAN lub WiFi z oprogramowania SqueezeboxServer zainstalowanego na domowym komputerze, laptopie, lub serwerze plików  (dedykowany lub nie).

Po miesiącach prób i ustawień konfiguracja systemu odtwarzania plików wygląda następująco:

  • Muzyka. Wszystkie płyty zripowane do formatu FLAC, poziom kompresji 5, dane opisujace płytę i utwory umieszczone w tagach. Do ripowania wykorzystywałem zarówno darmowe EAC jak również komercyjne dbPowerAmp. Do tagowania wykorzystuję MP3tag.
  • Serwer. MiniPC oparte o platformie Intel Atom z systemem Linux Ubuntu Server 11.04, na którym uruchomione jest SqueezeboxServer w ostatniej wersji 7.6.0. Dostęp do serwera z poziomu systemów Windows zapewniony jest przez Sambę. Serwer wykorzystywany jest również do innych zadań w domu. Służy jako centralny storage dla zdjęć oraz innych plików, a także serwer wydruku. Do łatwiejszego zdalnego zarządzania wykorzystuję system Webmin.
  • Odtwarzacz Squeezebox Touch podłaczony do serwera poprzez kablową sieć LAN 100 Mbit. Oprogramowanie w ostatniej dostępnej wersji 7.6.0
  • DAC DIY oparty na PCM1798 (MINIDAC.1) połączony do Squeezeboxa poprzez kabel Coaxial.
  • Sterowanie: bezpośrednio poprzez ekran dotykowy Squeezeboxa lub dołączonego pilota, alternatywnie poprzez dowolny komputer w domowej sieci i stronę Squeezebox Server.

Konfiguraja ta pozwala na dosyć wygodne zarządzanie zbiorem muzyki. Możliwa jest rozbudowa systemu do 4 niezależnych urządzeń odtwarzających Squeezebox (Classic, Duet, Touch), co daje namiastkę systemu MultiRoom. Dodatkowo możliwe jest również sterowanie z Ipoda, Ipada itp.

Przy budowie systemu warto zwrócić uwagę na następujące kwestie, które ułatwiają życie:

  • Wybór formatu przechowywania. Jest kilka możliwości, ja zdecydowałem się na bezstratną kompresję FLAC. Do ripowania wykorzystuje EAC ustawionego zgodnie z zaleceniami i sprawdzającego zrzucone płyty w bazie AccurateRip. To dosyć pomocne narzędzie pozwala na ripowanie z większą szybkością z w miarę dobrym zapewnieniem, że zripowane płyty są wiernie zgrane. Wygodniejsze wydaje się jednak narzędzie dbPowerAmp, które dostarcza nieco lepszych danych do tagowania oraz dysponuje wygodniejszym interfejsem.
  • Warto dobrze otagować zgrane pliki jeszcze przed wrzuceniem muzyki na serwer.
  • SqueezeboxServer w wersji od 7.6.0 rozróżnia małe i wielkie litery, warto o tym pamiętać przy tagowaniu. „AIR” i „Air” dla niego są różnymi nazwami.
  • Żeby uniknąć zbyt dużych partii nowych płyt do ripowania robię to na bieżąco jak najszybciej po zakupie. Odpowiednim motywatorem jest brak odtwarzacza CD w systemie.
  • Przy konfigurowaniu serwera w wersji 7.6.0 trzeba pamiętać, aby nie wskazać tej samej lokalizacji plików muzycznych i playlist. Inaczej serwer zobaczy tylko to, co mamy w playlistach.
  • Muzykę warto przechowywać na serwerze w sensownie zrobionej strukturze. Jeśli można unikać wrzucania wszystkich plików do jednego katalogu. Moje podejście jest następujące: 1 – poziom : rodzaj, 2 – poziom: artysta, 3-poziom: album
  • Przy wykorzystaniu zewnętrznego DACa można się pokusić o wyłączenie regulacji głośności w SqueezeboxTouch. Pozwoli to na uniknięcie zbędnego przeliczania sygnału przez odtwarzacz. Opcja dostępna w Squeezebox Touch: Ustawienia -> Ustawienia Audio -> Stała Głośność -> Stała głośność 100%
  • Lepiej używać połączenia kablowego LAN niż WiFi, co mniej obciąża procesor Touch’a. Jednakże skoro już używa się WiFi warto pamiętać o właściwych zabezpieczeniach sieci –  WPA2 Personal to w chwili obecnej konieczność.
  • Dobra strona o tym jak można jeszcze poprawić konfigurację Squeezboxa i Serwera znajduje się tutaj.

Nadal jednak kupuję płyty CD, w końcu na czymś trzeba tę muzykę kupić. Z praktycznego punktu widzenia tylko po to, aby je po przyjeździe do domu skonwertować do FLAC. Niestety rynek w Polsce jeszcze nie doszedł do poziomu, aby dowolną płytę można było kupić w dobrym formacie plikowym i swobodnie przenieść do swojego systemu. Mam nadzieję że to jednak, wcześniej czy później nastąpi i płytę będzie można swobodnie kupić, a następnie ściągnąć do domu przez Internet.

Reklamy

Creek 4330 – mały wielki wzmacniacz

Creek4330Rmk2

Creek4330 mk2

Przez chwilę miał okazję gościć w moim zestawie Creek 4330 mk2. 10 lat temu użytkowałem ten wzmacniacz w wersji 4330, który został właśnie poprawiony do wersji Mk2 poprzez dodanie wyciszania przy włączaniu, zdalnego sterowania i kilku mniejszych zmian w układzie.

Creek 4330Rmk2 widok z przodu

Creek 4330 mk2 widok z przodu

Urządzenie jak na wzmacniacz jest małe, niepozorne i ze swoimi zielonymi napisami wcale nie wywołuje zachwytu, podobnie jak inne urządzenia Creeka sprzed 10 lat. Dopiero seria Evolution i Destiny przyniosła znaczącą poprawę designu oraz zwiększyła gabaryty sprzętu. Niestety nowe modele nie są już „Designed and made in the UK” jak stary 4330, a jedynie „Designed in the UK”.

Creek 4330R mk2 widok z tyłu

Creek 4330 mk2 widok z tyłu

Funkcjonalnie wzmacniacz prezentuje filozofię maksimum prostoty. Z przodu znajduje się tylko selektor wejść, przełącznik pętli magnetofonowej, czujnik IR, potencjometr głośności i wyłącznik sieciowy. Z tyłu natomiast są cztery wejścia liniowe (jedno można przerobić na gramofonowe), jedna pętla magnetofonowa, uniwersalne wyjście z przedwzmacniacza – wejście na końcówkę mocy, para gniazd głośnikowych i gniazdo sieciowe w standardzie IEC.

Creek 4330R mk2 widok od środka

Creek 4330 mk2 widok od środka

Od środka wzmacniacz prezentuje się dosyć poprawnie. Puste miejsce na przedwzmacniacz RIAA, starszy model 4330 miał jeszcze miejsce na kartę przedwzmacniacza. Środkową część obudowy zajmuje wzmacniacz właściwy, czyli końcówka mocy. Za zasilanie odpowiada 120VA transformator toroidalny i bateria kondensatorów elektrolitycznych. Creeek stosował rozwiązanie z większą ilością mniejszych kondensatorów, co dawało lepszą odpowiedź impulsową i większą wydajność prądową niż dwa duże elektrolity. Model który trafił do mnie wyposażony jest w zdalne sterowanie głośnością oparte na zmotoryzowanym potencjometrze ALPS 2x20kA. Niestety wzmacniacz ten trafił do mnie ze względu na ten właśnie potencjometr, który z wiekiem zaczął niemiłosiernie trzeszczeć. Na szczęście pomogła kuracja preparatem Kontakt PR zaaplikowanym do obu sekcji potencjometru. Po czasie potrzebnym na odparowanie preparatu po początkowych trzaskach i charczeniu nie było śladu.

Creek 4330R mk2 widok od środka 2

Creek 4330 mk2 widok od środka 2

Po podłączeniu Creeka do mojego systemu zamiast Arcama dało się słyszeć zmianę brzmienia całości. Z Creekiem było kulturalnie, detalicznie, czasem aż za bardzo detalicznie i jak to już pamiętałem ze starych czasów bardzo sucho. Bas był, ale jakoś tak go mało i trochę wolniejszy. Odczuwało się to tak, jakby ktoś wypompował ‚życie’ z odtwarzanej muzyki. Zdecydowanie nie jest to wzmacniacz do moich kolumn. Arcam potrafi z nimi zrobić znacznie ciekawsze rzeczy, szczególnie jeśli chodzi o tzw. drive, czyli rytmiczność i dynamikę. Jednakże trzeba przyznać, że Creeek swojego czasu też był niezły i bardzo dobrze sprawdzał się przy łagodniejszych kolumnach i małych jazzowych składach. Z Tannoyami M2 grał u mnie bardzo poprawnie i niejednego słuchacza wprawiał w zachwyt, że „taki mały niepozorny sprzęt, a tak gra”.

Projekt Buffalo II DAC – cz.4

Po kilku tygodniach oczekiwania dotarły zamówione transformatory zasilające do Buffalo i planowanego zasilacza do Squeezeboxa.

Buffalo II z nowyum docelowym tranformatorem

Buffalo z nowym docelowym transformatorem

W obu przypadkach zamawiałem transformatory projektowane do konkretnego rozwiązania i wykonywane na zamówienie w specjalistycznej firmie. W przypadku Buffalo był to toroid w wersji ‚for audio’ z ekranowaniem i odrębnymi uzwojeniami. Moc rdzenia 50VA około 2 krotnie przekracza zapotrzebowanie przetwornika, ale z drugiej strony będą do niego podłączone zasilacze typu ‚shunt’, które niezależnie od obciążenia pobierają stały prąd. Przy okazji podłączenia nowego transformatora dokonałem zmian w regulacjach źródeł prądowych zasilaczy. Placid do zasilania modułu przetwornika wyregulowany jest na wydajność 350mA, co przy obciążeniu przez Buffalo prądem rzędy 290mA daje około 60mA zapasu wydajności. Placid BP do moduły wyjścia wcześniej miał ustawione w instrukcji 250mA na gałąź, ale w pomiarach wyszło, że sam stopień wyjściowy pobiera około 90mA bez obciążenia i niepotrzebnie było ponad 160mA zapasu. Zmniejszyłem prąd źródła do 150mA i teraz jest około 60mA zapasu, a w dodatku znacznie zmniejszyło się wydzielanie ciepła zasilaczu.

Ostatecznie udało mi się ustawić następujące parametry:

  • Placid: 5,5V , 350mA (60mA nadmiaru pod obciążeniem Buffalo II)
  • Placid BP: +/- 15V, 150mA na gałąź (60mA nadmiaru pod obciążeniem IVY III)
Zasilacze i transformator

Zasilacze i transformator

Nowy transformator został podłączony i Buffalo na razie gra na ‚rozgrzewkę’. Zasilacze trochę się grzeją, ale w granicach normy. Możliwe, że w przypadku Placida zastosuję jeszcze zwiększenie pojemności kondensatora za prostownikiem z 1000uF na co najmniej 2x większy, co ostatnio było sugerowane na forum TPA. Do zrobienia na koniec będzie oczywiście włożenie układu do obudowy.

Transformator do Buffalo z Toroidy.pl

Transformator do Buffalo z toroidy.pl

Drugi transformator będzie do projektowanego właśnie zasilacza liniowego do Squeezebox Touch. Zdecydowałem się zbudować zasilacz stabilizowany na niskoszumnym układzie Linear Technology LT1085CT, który nominalnie daje napięcie 5V przy obciążeniu 3A (w obudowie TO220) lub 5A (w obudowie TO227),  a poza tym wymaga tylko 1,5V różnicy napięć pomiędzy wejściem, a wyjściem żeby poprawnie działać. Do tego układu dojdzie jeszcze mostek prostowniczy Graetza na szybkich diodach, dławik i kilka kondensatorów. Założeniem jest wpakowanie tego do małej aluminiowej obudowy, która będzie służyła jednocześnie jako radiator dla stabilizatora.

Tranformator do zasilacza do Squeezeboxa z toroidy.pl

Transformator do zasilacza do Squeezeboxa z toroidy.pl

Koncertowo – Tomasz Stańko Quartet

W piątek 27 maja w Filharmonii Wrocławskiej miał miejsce trzeci koncert z cyklu Akustyczny Jazz. Tym razem wystąpiła polska legenda trąbki – Tomasz Stańko wraz z trójką młodych utalentowanych muzyków: Dominika Wanii – grającego na fortepianie i elektrycznym pianinie fendera, Michała Barańskiego grającego na kontrabasie oraz Olavi Louhivuouri grającego na perkusji. Ten ostatni wystąpił również na ostatniej płycie Tomasza Stańki – „Dark Eyes”.

Tym razem promocja koncertu była znacznie lepsza niż poprzednio i sala wypełniona była szczelnie słuchaczami, mimo iż w tym samym czasie w Hali Orbita swój koncert dawała Katie Melua. Na szczęście pan Tomasz Stańko ma we Wrocławiu wiernych fanów.  Repertuar koncertu był przekrojem twórczości Tomasza Stańki. Zagrano zarówno utwory z ostatniej płyty Dark Eyes, jak również z wcześniejszych płyt. Panowie zagrali z pełnym oddaniem swemu dziełu, co było zarówno słychać jak i widać. Każdy utwór kończył się owacjami, a na koniec bisowano dwukrotnie.

Bardo dużym pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie nagłośnienie koncertu. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich koncertów z cyklu Akustyczny Jazz, gdzie były problemy z dominującą perkusją i prawie niesłyszalnym kontrabasem, tym razem zmieniono całkowicie system nagłośnieniowy. Wykorzystano również piękną akustykę Filharmonii.  W rezultacie dało to bardzo wyrównaną słyszalność wszystkich instrumentów. Praktycznie koncert był nagłośniony tak, jakbyśmy go słuchali w domu na porządnym zestawie HiFi, ale nie traciło się nic z uroku grania na żywo. Trąbkę pana Tomasza było bardzo dobrze słychać z miejsca gdzie stał. 🙂 Mam nadzieję że przy następnych realizacjach z cyklu również nie zabraknie takiego podejścia i będzie to już obowiązujący standard nagłośnienia.

Na koniec krótka informacja dotycząca następnych koncertów z serii Akustyczny Jazz. 20 października zaplanowany jest koncert Motion Trio, a na początku grudnia koncert Big Bandu Akademii Muzycznej we Wrocławiu pod kierownictwem profesora Aleksandra Mazura.

Koncertowo jazzowo we Wrocławiu

Wczoraj miałem być na koncercie Charliego Hadena. Bilety były kupione, opiekunka dla dzieci uzgodniona i … w poniedziałek niestety koncert odwołano, bo Charlie Haden znalazł się w szpitalu :(. Planowane jest powtórzenie koncertu w październiku, ale jeszcze nie wiadomo kiedy dokładnie. Szczegóły będą dostępne niedługo.  Szybkiego powrotu do zdrowia Charlie i do zobaczenia w październiku.

W piątek będzie za to koncert Tomasza Stańki w Filharmonii Wrocławskiej w ramach cyklu „Akustyczny Jazz”.  Byłem już na dwóch koncertach z tego cyklu i muszę przyznać, że było warto. Mam nadzieję, że tym razem organizatorzy zadbali o odpowiednie działania marketingowe i widownia będzie pełna, tym bardziej, że w tym samym czasie w Hali Orbita wystąpi Katie Melua i część wielbicieli Stańki i Melua musiała dokonać wyboru. Ja nie miałem problemu i wybrałem Stańkę 🙂

Poza tym szykuje się prawdziwie muzyczna jesień.  W październiku ma być ten przesunięty koncert Charliego Hadena, ale już w listopadzie będzie klęska urodzaju.

Najpierw 6 listopada zapowiadane są dwa koncerty sław muzyki Jazzowej. W ramach Ethno Jazz Festiwalu wystąpi Pat Metheny, natomiast w ramach Jazztopadu wystąpi Sonny Rolins. Szkoda że organizatorzy się nie dogadali i nie ustalili odrębnych dat koncertów. Będzie trzeba podjąć trudną decyzję, na który koncert się wybrać.

Ponadto 27 listopada wystąpi legendarny Paco de Lucia w ramach festiwalu Gitara 2011. Tutaj na szczęście nie ma problemu z kolizją innego wydarzenia.

Koncertowo – Marcin Wasilewski Trio – Faithful

Wczoraj byłem na świetnym koncercie grupy Marcin Wasilewski Trio. Koncert promował ostatnią płytę zespołu „Faithful”. Trio gra już 19 lat i dało się poznać również jako akompaniatorzy Tomasza Stańki na płytach „Soul of Thing” oraz „Dark Eyes”. Do 2008r występowali jako Simple Acoustic Trio, ale po przejściu do skrzydła legendarnej wytwórni ECM za namową jej managera zmienili nazwę na wywodzące się od nazwiska pianisty Marcin Wasilewski Trio. Zespół tworzą: Marcin Wasilewski – fortepian, Sławomir Kurkiewicz – kontrabas oraz Michał Miśkiewicz – perkusja. Dwóch ostatnich panów miałem już okazję słyszeć dwa tygodnie wcześniej na koncercie Majewski Miskiewicz plays Komeda.

Marcin Wasilewski Trio - Faithful

Marcin Wasilewski Trio - Faithful

Muzycznie było świetnie, chłopaki zagrali materiał z nowej płyty z nieco większą dynamiką i werwą niż na płycie, która prezentuje się bardziej spokojnie i mniej dynamicznie , ale … nie ma co porównywać muzyki jazzowej granej z płyty z ta na żywo. To zupełnie inna muzyka, jak na jazz przystało zawsze jest tu miejsce na improwizacje i swobodne interpretacje tematów.

Niestety koncert był dosyć słabo rozreklamowany w mediach i przyznaję, że gdybym nie był na poprzednim koncercie z serii „Akustyczny Jazz”, to nie wiem, czy dotarła by do mnie ta informacja. W sumie to Filharmonia wypełniona była w jednej trzeciej.

Realizatorsko było nieco lepiej niż na ostatnim koncercie Majewski Miśkiewicz Plays Komeda, ale też nie obyło się bez zgrzytów. O ile fortepian było słychać bardzo dobrze, to kontrabas ginął w tle, nad wszystkim dominowała perkusja i to bez zbytniego nagłaśniania. Ale zdaję sobie sprawę że koncert był tylko ‚dogłaśniany’, a nie nagłaśniany i że bez konkretnej mocy trudno było się kontrabasowi przebić.

Po koncercie była możliwość kupienia płyty i pozyskania autografów artystów, z której oczywiście skorzystałem.

Z dodatkowych informacji jazzow0-koncertowych mam jeszcze dwie dobre wieści z Wrocławia:

  • 24 maja o 20tej w Imparcie wystąpi Charlie Haden Quartet West – legenda kontrabasu z projektem, który w tym roku obchodzi swój 25 jubileusz. Kto wie czy to nie będzie jedyna okazja, żeby usłyszeć Charliego Hadena na żywo we Wrocławiu. O tym koncercie również dowiedziałem się dopiero dziś, ale już wiem że na nim będę. Bilety bezpiecznie czekają już w szufladzie.
  • 27 maja o 19tej  w Filharmonii wystąpi Tomasz Stańko z nowym międzynarodowym projektem  – również w ramach serii Akustyczny Jazz. Oczywiście też będę, bilety również czekają w szufladzie.

Projekt Buffalo II DAC – cz.3

Udało mi się dziś uruchomić przetwornik Buffalo opisany wcześniej tutaj i tutaj. Na razie próbnie, jeszcze bez docelowego zasilania, ale już działa.

Placid - idealnie 5,5V

Placid - idealnie 5,5V

Na początek uruchomienie zasilacza Placid do modułu przetwornika. Do zasilania Placida użyłem trasformatora 12VA 2x9V podłączone równolegle. 12VA wystarczy do zasilania pojedynczego modułu przetwornika. Samo uruchomienie to tanie niby nic, ale trzeba trochę popracować, żeby zadziałał i nic nie poszło z dymem.  W układzie trzeba najpierw wstępnie ustawić napięcie, później prąd źródła prądowego, a następnie znowu napięcie. Na koniec można podłączyć obciążenie. Układ zadziałał i nic nie poszło z dymem. Podłączyłem próbnie sam moduł buffalo i wszystko było OK.

PlacidBP

PlacidBP - na razie 12V

Jako drugi w kolejności poszedł Placid BP. Niestety nie znalazłem jeszcze odpowiedniego trasformatora 2x 15V i tymczasowo odpaliłem go na transformatorze 12VA 2x12V/0.5A, który w tym układzie pracuje praktycznie na granicy swoich możliwości, gdyż układ pobiera praktycznie nominalny prąd transformatora.  W przypadku podwójnego zasilacza również potrzebne są regulacje prądy źródła prądowego i napięcia wyjściowego. Niestety w układzie były zastosowane nieco za duże potencjometry do regulacji napięcia wyjściowego (10k zamiast 2k) i dosyć trudno się je reguluje, gdyż minimalny obrót potencjometru potrafi wygenerować przeskok napięcia o prawie 1V. Tutaj również się udało i nic nie poszło z dymem.

Przerwa na koncert

Przerwa na koncert

Podłączenie całości musiałem odłożyć na później, bo zbliżała się 18:30, a o 19 tej miałem być z Filharmonii na koncercie.

Gotowe działające zasilacze

Gotowe działające zasilacze

Po powrocie z koncertu zacząłem uruchamiać całość. W sumie to już niewiele pozostało. Musiałem tylko przylutować kable do gniazd połączeniowych i przenieść układ na tymczasową deskę.  PO podłączeniu całości do zasilania, źródła sygnału SPDIF i wzmacniacza … zadziałało od pierwszego utworu. Na razie jednak nie oceniam tego jak gra, bo układ wyjściowy pracuje na obniżonym do 12V napięciu zasilania  (żeby pracował optymalnie potrzebuje 15V).

Kompletny Buffalo II na desce

Kompletny Buffalo II na desce

Do zrobienia pozostaje jeszcze poszukanie odpowiedniego trafa 2x15V 20-30VA i wpakowanie całości do obudowy. Wtedy przyjdzie czas na testy. Na razie też nie montowałem modułu Volumite.

Buffalo II w akcji

Buffalo II w akcji