Creek 4330 – mały wielki wzmacniacz

Creek4330Rmk2

Creek4330 mk2

Przez chwilę miał okazję gościć w moim zestawie Creek 4330 mk2. 10 lat temu użytkowałem ten wzmacniacz w wersji 4330, który został właśnie poprawiony do wersji Mk2 poprzez dodanie wyciszania przy włączaniu, zdalnego sterowania i kilku mniejszych zmian w układzie.

Creek 4330Rmk2 widok z przodu

Creek 4330 mk2 widok z przodu

Urządzenie jak na wzmacniacz jest małe, niepozorne i ze swoimi zielonymi napisami wcale nie wywołuje zachwytu, podobnie jak inne urządzenia Creeka sprzed 10 lat. Dopiero seria Evolution i Destiny przyniosła znaczącą poprawę designu oraz zwiększyła gabaryty sprzętu. Niestety nowe modele nie są już „Designed and made in the UK” jak stary 4330, a jedynie „Designed in the UK”.

Creek 4330R mk2 widok z tyłu

Creek 4330 mk2 widok z tyłu

Funkcjonalnie wzmacniacz prezentuje filozofię maksimum prostoty. Z przodu znajduje się tylko selektor wejść, przełącznik pętli magnetofonowej, czujnik IR, potencjometr głośności i wyłącznik sieciowy. Z tyłu natomiast są cztery wejścia liniowe (jedno można przerobić na gramofonowe), jedna pętla magnetofonowa, uniwersalne wyjście z przedwzmacniacza – wejście na końcówkę mocy, para gniazd głośnikowych i gniazdo sieciowe w standardzie IEC.

Creek 4330R mk2 widok od środka

Creek 4330 mk2 widok od środka

Od środka wzmacniacz prezentuje się dosyć poprawnie. Puste miejsce na przedwzmacniacz RIAA, starszy model 4330 miał jeszcze miejsce na kartę przedwzmacniacza. Środkową część obudowy zajmuje wzmacniacz właściwy, czyli końcówka mocy. Za zasilanie odpowiada 120VA transformator toroidalny i bateria kondensatorów elektrolitycznych. Creeek stosował rozwiązanie z większą ilością mniejszych kondensatorów, co dawało lepszą odpowiedź impulsową i większą wydajność prądową niż dwa duże elektrolity. Model który trafił do mnie wyposażony jest w zdalne sterowanie głośnością oparte na zmotoryzowanym potencjometrze ALPS 2x20kA. Niestety wzmacniacz ten trafił do mnie ze względu na ten właśnie potencjometr, który z wiekiem zaczął niemiłosiernie trzeszczeć. Na szczęście pomogła kuracja preparatem Kontakt PR zaaplikowanym do obu sekcji potencjometru. Po czasie potrzebnym na odparowanie preparatu po początkowych trzaskach i charczeniu nie było śladu.

Creek 4330R mk2 widok od środka 2

Creek 4330 mk2 widok od środka 2

Po podłączeniu Creeka do mojego systemu zamiast Arcama dało się słyszeć zmianę brzmienia całości. Z Creekiem było kulturalnie, detalicznie, czasem aż za bardzo detalicznie i jak to już pamiętałem ze starych czasów bardzo sucho. Bas był, ale jakoś tak go mało i trochę wolniejszy. Odczuwało się to tak, jakby ktoś wypompował ‚życie’ z odtwarzanej muzyki. Zdecydowanie nie jest to wzmacniacz do moich kolumn. Arcam potrafi z nimi zrobić znacznie ciekawsze rzeczy, szczególnie jeśli chodzi o tzw. drive, czyli rytmiczność i dynamikę. Jednakże trzeba przyznać, że Creeek swojego czasu też był niezły i bardzo dobrze sprawdzał się przy łagodniejszych kolumnach i małych jazzowych składach. Z Tannoyami M2 grał u mnie bardzo poprawnie i niejednego słuchacza wprawiał w zachwyt, że „taki mały niepozorny sprzęt, a tak gra”.

Reklamy

Przedwzmacniacz pasywny raz jeszcze

Kilka wpisów wcześniej zamieściłem opis prostego przedwzmacniacza pasywnego opartego na potencjometrze. Dziś chciałbym jeszcze uzupełnić tamten wpis o kilka informacji.

Alps RK27112 widok z przodu

Zacznijmy od potencjometru. Od wielu lat niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o potencjometry do sprzętu HiFi jest japoński Alps. Jego oferta jest dosyć szeroka, od maleńkich potencjometrów do sprzętu przenośnego RK09 do poważnych ‚audiofilskich’ modeli RK50 (czarnych). Po drodze są jeszcze serie 16, 18 i 27. Najbardziej chyba znaną serią jest RK27 zwana popularnie niebieską, ze względu na kolor obudowy. Jest to również jeden z najczęściej podrabianych produktów Alpsa 🙂

Alps RK27112 100kAx2- widok z tyłu

RK27 jest to już dosyć duży potencjometr, wykonywany w wielu wariantach od 1 do 8 modułów i różnych wersjach oporności i charakterystyki. Duże wymiary pozwalają na uzyskanie w miarę dobrej współbieżności charakterystyk obu kanałów oraz zmniejszenie przesłuchów pomiędzy nimi.  RK27112 ma 5mm odstępu pomiędzy nóżkami jednego kanału oraz 10mm odstępu pomiędzy kanałami. Do regulacji głośności wykorzystuje się przeważnie potencjometr o charakterystyce logarytmicznej, oznaczany jako A, lub specjalnie opracowanej przez Alpsa charakterystyce oznaczanej jako D. Co ciekawe, oznaczenia charakterystyk potencjometrów stosowane przez Alpsa (i nie tylko) różnią się od oznaczeń potencjometrów produkowanych kiedyś w Polsce. Np. Telpod i stosował oznaczenie A dla potencjometrów o charakterystyce liniowej (u Apsa B), oraz B dla charakterystyki logarytmicznej (Alps A).

Wersje stereofoniczne oznaczane są dodatkowo jako x2. Jako regulacje głośności stosuje się głównie modele oznaczane jako 10kAx2, 20kAx2, 50kAx2 dla wzmacniaczy tranzystorowych oraz 100kAx2, 250kAx2 dla wzmacniaczy lampowych.

Alps RK27112 - widok od strony wyprowadzeń

Drugą kwestią jest podłączenie wejścia i wyjścia. Poniżej zamieszczam schemat podłączeń Alpsa (i każdego innego potencjometru stereofonicznego) jako najprostszego przedwzmacniacza pasywnego z jedną parą wejść i jedną parą wyjść. Gniazda są zaznaczone schematycznie.

Najprostszy przedwzmacniacz pasywny z RK27112

Oczywiście ALPS to nie jedyny producent mający zastosowanie w audio, tak samo jak potencjometr to nie jedyne rozwiązanie na tradycyjną regulację głośności. Oprócz ALPSa znane są również potencjometry takich uznanych firm jak np. TKD, czy Audio Note  oraz rozwiązania bazujące na przełącznikach i rezystorach promowanych przez DACTa lub GoldPointa. Ja również oprócz potencjometrów używam regulatora głośności na przełączniku opartego o tzw. drabinkę rezystorową.

Gainclone – najprosztszy wzmacniacz DIY

Gainclone od frontu - w zasadzie nie ma czego oglądać.

Dziś będzie o wzmacniaczu, który od kilku lat robi furorę na forach dyskusyjnych o DIY Audio. Jest to ‚klon’ oparty na konstrukcji i koncepcji wzmacniacza Gaincard produkowanego przez 47Lab (Sakura Systems) w Japonii. Pierwowzór był bardzo prosty, oparty o scalone wzmacniacze LM3875 produkowane przez National Semiconductors, garść elementów towarzyszących, cieniutkie okablowanie wewnętrzne i mocny transformator. Powstało wiele projektów ‚klonów’ oparte o kości LM1875, LM3875, LM3886, w konfiguracjach odwracających i nieodwracających, z różnymi buforami i stopniami wejściowymi. Układ na forach został ochrzczony jako ‚Gainclone’. Jednym z wielkich popularyzatorów klonowania był Peter Daniel z Kanady, udzielający się na diyaudio.com oraz na forum audiostereo.pl. Peter zajmuje się również komercyjną stroną klonowania i oferuje w na swojej stronie internetowej www.audiosector.com zestawy do samodzielnego montażu. Wystarczy je zmontować, dołożyć obudowę, gniazda i transformator i można się cieszyć swoim klonem.

Niewiele mam w środku.

Konstrukcja wykorzystuje scalony wzmacniacz mocy pracujący ze wzmocnieniem napięciowym 30dB. W zasilaniu każdego kanału zastosowane są nieduże jak na wzmacniacz mocy kondensatory rzędu 1000-2000uF, napięcie z transformatora prostowane jest przez bardzo szybkie diody prostownicze (osobne mostki Graetza dla dodatniej i ujemnej gałęzi zasilania), a transformator ma wydajność znacznie przekraczającą wymagania samych kości. Taka konfiguracja powoduje, że układ w razie zwiększonego zapotrzebowania na prąd nie pobiera go z ‚rezerwuarów’ jakimi zazwyczaj są kondensatory zasilacza, a pobiera go praktycznie bezpośrednio z transformatora. Są również konstrukcje, gdzie stosuje się większe kondensatory w zasilaniu, podobnie jak to ma miejsce w typowych wzmacniaczach mocy.

Trzy płytki, trochę kabelków

Mój wzmacniacz powstał najpierw jako prototyp połączony ‚na pająka’, a później trafił na płytki drukowane.  Oparty jest na wzmacniaczach LM3875TF oraz dość dobrych komponentach towarzyszących, zalecanych w różnych projektach. Zastosowałem rezystory Caddock oraz Rikken, kondensatory Rubycon Black Gate oraz Panasonic FA, diody OnSemi MUR860, tranformator 300VA w wersji audio robiony na zamówienie. Okablowanie wewnętrzne to Kimber oraz Audiquest. Obudowa stalowo-aluminiowa. Układ docelowy zmontowałem na płytkach drukowanych z zamówienia grupowego na audiostereo.pl. Przy projekcie zastosowałem minimalistyczne podejście do samej obudowy. Żadnych wodotrysków z przodu. Jedna para wejść, jedna para wyjść, zasilanie, bezpiecznik i wyłącznik. Wzmacniacz od początku miał współpracować z przedwzmacniaczem.

Zbliżenie na moduł wzmacniacza.

Pierwszy prototyp powalił na kolana używanego przeze mnie Creeka 4330, dodając do muzyki więcej przestrzeni i wigoru. Muzyka nabrała tempa, dynamiki, czego w przypadku Creeka niestety brakowało. Dodatkowo zadziwiło mnie to, że praktycznie nie było problemów z uruchomieniem, szumami własnymi, czy brumem. Pierwotnie układ zbudowałem jako tzw. dual mono. Każdy kanał miał niezależny transformator sieciowy, płytkę prostowników i płytkę wzmacniacza. Układy łączyły się tylko w jednym punkcie wspólnej masy.  Po przełożeniu do nowej obudowy i zamówieniu lepszego, mocniejszego transformatora, zamiast dwóch zwykłych okazało się że stosowanie osobnych mostków prostowniczych daje niestety spory przydźwięk sieciowy, dlatego po różnych próbach prowadzenia przewodów wyszło mi, że najlepiej to gra, jak się zastosuje jeden wspólny zasilacz dla obu kanałów. Wyeliminowało to brumienie całkowicie i wzmacniacz gra bez zastrzeżeń. Wzmacniacz współpracuje z przedwzmacniaczem pasywnym opisanym tutaj. Praktycznie osiąga moc około 50W na kanał i spokojnie daje radę wysterować moje kolumny. Bardzo dobrze spisuje się przy nocnym i normalnym słuchaniu. Niestety przy bardzo głośnym słuchaniu wychodzą jednak ograniczenia w mocy wyjściowej i wzmacniacz potrafi grać basem totalnie oderwanym od pozostałej części sygnału muzycznego.

Widok z tyłu - wejście sygnału, wyjście na kolumny oraz zasilanie.

Obecnie używam go głównie jako wzmacniacza ‚zapasowego’,  lub gdy robię zmiany i testy innych wzmacniaczy.

Przedwzmacniacz pasywny (DIY)

Rozpocząłem przenoszenie niektórych projektów z mojej nieistniejącej już strony. Na początek jeden z najprostszych układów: przedwzmacniacz pasywny do sterowania końcówką mocy Gainclone.

Przedwzmacniacz pasywny

Genezą powstania urządzenia było zrobienie wzmacniacza – końcówki mocy, który nie miał wbudowanego selektora źródeł, ani też regulacji wzmocnienia. Aby te dwie niedogodności wyeliminować musiałem zbudować  przedwzmacniacz. Wybrałem jeden z najprostszych do zbudowania układów, zwany pasywnym.  Założenia konstrukcyjne były następujące:

  • układ pasywny, regulacja sygnału za pomocą potencjometru,
  • możliwość podłączenia 3 źródeł sygnału,
  • jedno wyjście regulowane – do końcówki mocy,
  • jedno wyjście nieregulowane – do podłączenia wzmacniacza słuchawkowego.

Przedwzmacniacz pasywny - środek

Potrzebne materiały

  • 5 par gniazd wejściowych chincz / RCA,
  • przełącznik obrotowy 3 pozycyjny 2 sekcyjny,
  • potencjometr 2 kanałowy 100kOm logarytmiczny,
  • obudowa + gałki,
  • normalia (wkręty, nakrętki, wsporniki).

Układ został zmontowany w prostej obudowie metalowej 14x14x4cm. Dla poprawienia estetyki dołożyłem przedni panel z płaskownika z anodowanego aluminium. Gałki regulatora i przełącznika wykorzystałem z uszkodzonego urządzenia firmy Fisher. Obudowę wykleiłem od wewnątrz matą bitumiczną, co poprawiło nieco jej sztywność i masę, przez co grube kable maja trochę trudniej ją przesunąć na półce.

Przedwzmacniacz pasywny - schemat - kliknij by powiększyć

Schemat urządzenia jest bardzo prosty. Z gniazd chinch sygnał poprzez przewody trafia na przełącznik, po przełączniku rozgałęzia się na wyjście nieregulowane  oraz regulowane. Do regulacji zastosowałem potencjometr Alps RK27112 (tzw. niebieski), który charakteryzuje się dosyć dobrą współbieżnością kanałów oraz niewielkimi przesłuchami międzykanałowymi. Prowadziłem też próby z polecanym na niektórych forach maleńkim Alpsem RK09, ale w nim niestety występują znacznie większe przesłuchy międzykanałowe, ze względu na niewielkie odległości pomiędzy sekcjami.

Przez jakiś czas przedwzmacniacz ten służył jako podstawowy regulator w moim systemie. Później został zastąpiony przedwzmacniaczem Omak Jevel Two, który również był typu pasywnego, tyle, że miał więcej wejść i wyjść oraz regulację na 23 pozycyjnym przełączniku i drabince rezystorowej zamiast potencjometru. Obecnie mały przedwzmacniacz jest od czasu do czasu wykorzystywany przy testowaniu różnych prototypów.

cyfrowy winyl

W ubiegłym tygodniu brałem udział w „warsztatach gramofonowych” we wrocławskim „FUSICu”. Pierwsza prezentacja dotyczyła praktycznych  regulacji gramofonu, natomiast druga ramion i wkładek Ortofona.

O ile omówienie i prezentacja ramion i wkładek była standardowo, ot pokazanie co jest, jak wygląda i zaserwowanie nieco opowieści i anegdot, to druga ‚praktyczna’  jej część była dosyć nietypowa. Otóż, była to prezentacja brzmienia wkładek gramofonowych ‚bez gramofonu’. Znaczy się gramofon był, nawet miał płytę położoną na talerzu i ta płyta się kręciła i grała muzyka. Tyle że nie z tej płyty i tego gramofonu. W zamian do wzmacniacza był położony profesjonalny rejestrator DSD Korg MR1000 z którego była robiona prezentacja.  Prowadzący wytłumaczył o co chodzi: materiał z płyt był zgrany z wykorzystaniem różnych wkładek Ortofona, transformatora Step-up i przedwzmacniacza do urządzenia rejestrującego (wspomnianego wcześniej KORGA), z którego później były również te nagrania odtwarzane. Prezentowana muzyka faktycznie była bardzo „winylowa” i słychać było wyraźne różnice pomiędzy MM (Ortofon 2M Black) a MC (Ortofon Rondo i SPU). Do tego, jak zapewniał prezentujący to Pan Mirek dochodzi wygoda w żonglowaniu różnymi wkładkami. Wystarczy zamontować jedną wkładkę, zgrać na niej swoją płytotekę, później kolejną i tak do końca kolekcji wkładek. A później już można się cieszyć super dźwiękiem, nie zużywając przy tym ani płyt, ani gramofonów. Ale czy o to chodzi? W przypadku przejścia z CD na pliki sprawa jest łatwiejsza, teoretycznie format zapisu jest taki sam i dobry odtwarzacz strumieniowy jest w stanie działać praktycznie tak jak napęd CD. A jak potraktować takie rozwiązanie? Przecież to jawne odejście od analogowego zapisu dźwięku, teoretycznie kodowanie DSD jest znacznie bardziej bliskie działaniu analogowemu przetwarzaniu niż „dyskretny” PCM, ale zawsze zostaje ta nutka niepewności, czy aby na pewno jest to samo. W sumie DSD jest standardowo wykorzystane jako kodowanie w formacie SACD, który od kilku lat przebija się w audiofilskich sprzętach. Myślę, że zaprezentowane podejście dla analogowych purystów będzie jednak na tyle rewolucyjne, że nie każdy się z nim zgodzi.

Chociaż z drugiej strony coraz więcej sprzętu jest budowana o cyfrowe stopnie końcowe we wzmacniaczach. Prekursorem był tu TACT, który wypuścił wzmacniacz o podobnym działaniu (słynny TACT Millenium) ponad 10 lat temu . W tej chwili wzmacniacze klasy D, to standard w amplitunerach kina domowego i coraz częściej w stereofonicznych systemach audio (głównie bazujące na układach Tripatch).

P.S. sprawdziłem tego Korga MR1000. Całkiem niezłe urządzenie. Przenośne, pozwala na zgranie kilku godzin muzyki w DSD 1-bit 5.6MHz oraz oczywiście gęste PCM aż do 24bit/192kHz.

bajka słuchawkowo-lampowa

Mój pierwszy lampowy wzmacniacz słuchawkowy

Był sobie raz audiofilek, który kupił sobie nowy wzmacniacz do kolumn. Wzmacniacz z kolumnami grał bardzo ładnie i zgrabnie. Pięknie budował scenę, panie śpiewały jak na żywo, instrumenty były akuratnie zdefiniowane, ale … audiofilek oprócz kolumn głośnikowych posiadał również słuchawki, które również lubił i które umilały mu nocne słuchania bez uprzykrzania życia sąsiadom.

Niestety nowy wzmacniający nabytek nie posiadał dziurki do której ulubione słuchawki audiofilka można by podłączyć. Zasmuciło to wielce audiofilka, ale że inżynierem on był i na elektronice się znał, postanowił on sobie taki specjalny wzmacniacz do słuchawek stworzyć sam.

Na początek audiofilek wypróbował układy scalone, które niewielkie i sprytne były, ale satysfakcji słuchawkom i słuchaczowi nie dawały. Grać grało, ale szumiało i bardzo to nie podobało się audiofilkowi.

Postanowił więc audiofilek, ze spróbuje zrobić wzmacniacz  inaczej, wykorzysta zabytki techniki sprzed lat kilkudziesięciu i zbuduje wzmacniacz na LAMPACH ELEKTRONOWYCH. Przeglądnąwszy milion pięćset stron internetowych i przeanalizowawszy tyleż schematów i rozwiązań, audiofilek wybrał jeden, który wydawał się najprostszy i najłatwiejszy do zbudowania i począł gromadzić wszystko, co do budowy potrzebne  było.

Lampy zanabył na lokalnej giełdzie elektronicznej od przybysza zza wschodniej granicy, który nawet chwalił się, że „na lampach tych to ruskie migi latają”. Resztę potrzebnych części wydobył audiofilek ze swoich przepastnych zapasów i wzmacniacz począł montować.

Dwa dni stół w kuchni audiofilka zajęty był przedziwną plątaniną kabli i części, ale pod koniec dnia drugiego, po włączeniu zasilania lampy zaczęły się żarzyć pomarańczowym blaskiem, a z podłączonych słuchawek popłynęła MUZYKA.

Zdumiał się wielce audiofilek, bo jako żył, tak jeszcze czegoś takiego jeszcze nie słyszał. Jakaś nowa płyta, czy coś – pomyślał. Ale nie, płyta była znana, tyle że wzmacniacz tak pięknie muzykę wkładał w słuchawki, nie szumiąc i nie brumiąc, tylko po prostu miło i przyjemnie grając.  Największym zdumieniem dla audiofilka, wychowanego na krzemowych rozwiązaniach była prostota zbudowanego układu. Dwie lampki, kilka oporników i kondensatorów, transformator, dławik i dwie diody spięte drutami wg schematu, który mieścił się w kartce z zeszytu grało znacznie lepiej niż bardzomocnoskomplikowanywewnętrznie hipernowoczesny wzmacniacz scalony.

Takoż ta pierwsza przygoda audiofilka z lampami, kóra miała miejsce jesienią ostatniego roku XX wieku rozpoczęła jego kolejną elektroniczną, lampową przygodę. Zmontowany protopyp przechodził kolejne modyfikacje, poprawiające jego brzmienie i możliwości. Pojawiły się też następne prototypy i urządzenia oparte o lampy.  Ale niezapomniany jest ten pierwszy poskładany na kuchenny stole układ, który po drobnych modyfikacjach gra do dzisiaj, żeby od czasu do czasu można było cofnąć się do początków.

A tak wygladał prototyp

A tak wygladał prototyp