Patricia Barber – Companion

Patricia Barber - Companion

Patricia Barber - Companion

Jedna z moich pierwszych płyt jazzowych, którą bardzo  lubię słuchać i czasami wykorzystuję również do testowania sprzętu. Kupiona ‚w ciemno’, bez słuchania, na wystawie Audio Show 2000 – pierwszej, na której byłem. Zakup okazał się strzałem w dziesiątkę. Po włożeniu do odtwarzacza przesłuchałem ją kilka razy pod rząd.  Jest w niej coś klimatycznego, co pozwala się wtopić w atmosferę miejsca, w którym była nagrana.  Niezbyt złożone instrumentarium i głos Patrici, po którym czasami ciarki przechodzą.  Patricia gra jak zwykle na fortepianie i dodatkowo na organach Hammonda, które robią specyficzny klimat w kowerze „Black Magic Woman”. Sporo na tej płycie ekspresji, nie brakuje też improwizacji podczas popisowych solowych fragmentów wykonywanych przez poszczególnych muzyków.  W mojej kolekcji płyta dostała ***** i od dziesięciu lat jest niezmiennie na topie. Od niej zaczęła się również dłuższa przygoda z słuchaniem Patrici Barber, a  większość jej płyt trafiła do mojej kolekcji i jest w ciągłym użyciu.

Kilka lat temu płyta została zremasterowana przez Mobile Fidelity Sound Labs (MFSL) i wydana ponownie na płytach winylowych oraz SACD. Ja jednak słucham jednego z pierwszych wydań.

Patricia Barber – „Companion” – 1999 Blue Note / Premonition – 7243 5 22963 2 3

Przyszło nowe

Przez ostatnie dwa lata przymierzałem się do zmiany. Dużej zmiany – przejścia z fizycznego nośnika muzyki jakim jest płyta CD na postać plikową, skompresowaną lub nie, ale koniecznie z zachowaniem oryginalnego zapisu. Podchodziłem do tematu kilkukrotnie, aż w końcu ubiegłego roku zapadła decyzja – przechodzę na pliki.

Po drodze musiałem się jeszcze zdecydować na format zapisu muzyki i czy z kompresją czy bez.  Formatów do rozważenia było kilka, ale zdecydowałem się na otwartego FLAC’a, który jest formatem stosującym bezstratną kompresję. Prawie miesiąc zajęło mi konwertowanie/ripowanie mojego zbioru płyt CD, ale się udało. Na szczęście nowa wersja EAC potrafi korzystać z genialnego pomysłu jakim jest baza AccurateRip i proces zgrywania płyty znacznie się skraca, o ile nie ma błędów, bo jak są to płyta potrafi się zgrywać nawet kilka godzin. Zripowane pliki zostały otagowane wg mojego widzimisię i trafiły do miejsca skąd mogą zostać odtworzone.

Do odtwarzania takiej kolekcji wybrałem dosyć popularne rozwiązanie – Squeezebox Touch. Urządzenie niewielkie, ale mające spore możliwości podłączenia i konfiguracji. Co ciekawe sam Touch nie potrzebuje nawet zewnętrznego serwera, który serwowałby dla niego muzykę. Sam potrafi sobie taki serwer uruchomić i korzystać z plików podłączonych przez USB albo z karty SD. Dodatkowo urządzenie nie ma problemów z bezprzerwowym odtwarzaniem kolejnych plików, tzw. gapless, z czym część podobnych rozwiązań ma jeszcze problemy, a co jest nieodzowne przy odtwarzaniu albumów, gdzie utwory łączą się w sposób płynny.

Jakość tak odtwarzanej muzyki zależy głównie od jakości zgranych plików, warto robić to dokładnie. Squeezebox Touch sam z siebie gra dobrze, a można mu jeszcze dopomóc odpowiednio go podłączając i konfigurując lub np podłączając zewnętrznego DACa. Oczywiście możliwe są modyfikacje samego urządzenia, chociażby wymiana zasilacza impulsowego na liniowy.

Jedną z największych zalet tego rozwiązania jest to, że praktycznie płytoteka pozostaje w jednym miejscu i dostęp do dowolnego wykonawcy, utworu, czy płyty zajmuje nie dłużej niż kilka – kilkanaście sekund. Poza tym dochodzi możliwość robienia dowolnych playlist czy składanek w zależności od nastroju.

Problematyczne za to pozostaje pytanie: Co zrobić z płytami CD? Pozbyć się, schować na półkę, a może dalej używać. Każdy robi jak uważa. Ja ze swojej strony pozbycia się płyt nie rozważałem, po prostu są dalej tam, gdzie były, jako backup tego, co w plikach (a pliki backup tego, co na płytach), w razie konieczności zawsze można do nich sięgnąć.

Na koniec jeszcze o jednej sprawie, otóż moim zdaniem CD powoli zacznie być formatem ‚schodzącym’ a pliki będą zdobywać coraz większą popularność. Już jest nieźle, sporo wytwórni sprzedaje oprócz płyt formaty plikowe, od popularnych mp3, poprzez wav do flac, nie wspomnę już o iTunes i jego własnym formacie. Najbardziej jednak ucieszyła mnie informacja, że można kupić w formacie plikowym prawie każdą pozycję z katalogu Deutsche Grammophon, nawet tą, której nakład na fizycznych nośnikach został już wyczerpany.

Saturday night in Wroclaw

Witajcie,

Oto początek mojego bloga. Tak sobie słuchając „Saturday Night in San Fransisco” przyszedł mi pomysł na tytuł pierwszego wpisu –  związanego z Hi-Fi. Otóż płyta, jakby nie było przednia i naprawdę wartościowa, została wykorzystana przez PHILIPS do promowania nowego, przełomowego standardu w Hi-Fi, jakim była płyta CD. Od tego czasu nośnik ten wyznaczał jeden z kierunków rozwoju sprzętu do odtwarzania muzyki, grzebiąc po drodze kasetę magnetofonową i dzielnie stawiając czoła płycie winylowej. Niestety, albo i stety również ten nośnik jest aktualnie wypierany przez standardy plikowe i tzw. gęste formaty. Paradoksalnie jednak, płyta analogowa, która na początku ‚przegrywała’ z CD i kilkukrotnie ogłaszano jej ‚śmierć’,  do tej pory trzyma się nieźle i daje wielu melomanom sporo szczęścia. Mnie też …