bajka słuchawkowo-lampowa

Mój pierwszy lampowy wzmacniacz słuchawkowy

Był sobie raz audiofilek, który kupił sobie nowy wzmacniacz do kolumn. Wzmacniacz z kolumnami grał bardzo ładnie i zgrabnie. Pięknie budował scenę, panie śpiewały jak na żywo, instrumenty były akuratnie zdefiniowane, ale … audiofilek oprócz kolumn głośnikowych posiadał również słuchawki, które również lubił i które umilały mu nocne słuchania bez uprzykrzania życia sąsiadom.

Niestety nowy wzmacniający nabytek nie posiadał dziurki do której ulubione słuchawki audiofilka można by podłączyć. Zasmuciło to wielce audiofilka, ale że inżynierem on był i na elektronice się znał, postanowił on sobie taki specjalny wzmacniacz do słuchawek stworzyć sam.

Na początek audiofilek wypróbował układy scalone, które niewielkie i sprytne były, ale satysfakcji słuchawkom i słuchaczowi nie dawały. Grać grało, ale szumiało i bardzo to nie podobało się audiofilkowi.

Postanowił więc audiofilek, ze spróbuje zrobić wzmacniacz  inaczej, wykorzysta zabytki techniki sprzed lat kilkudziesięciu i zbuduje wzmacniacz na LAMPACH ELEKTRONOWYCH. Przeglądnąwszy milion pięćset stron internetowych i przeanalizowawszy tyleż schematów i rozwiązań, audiofilek wybrał jeden, który wydawał się najprostszy i najłatwiejszy do zbudowania i począł gromadzić wszystko, co do budowy potrzebne  było.

Lampy zanabył na lokalnej giełdzie elektronicznej od przybysza zza wschodniej granicy, który nawet chwalił się, że „na lampach tych to ruskie migi latają”. Resztę potrzebnych części wydobył audiofilek ze swoich przepastnych zapasów i wzmacniacz począł montować.

Dwa dni stół w kuchni audiofilka zajęty był przedziwną plątaniną kabli i części, ale pod koniec dnia drugiego, po włączeniu zasilania lampy zaczęły się żarzyć pomarańczowym blaskiem, a z podłączonych słuchawek popłynęła MUZYKA.

Zdumiał się wielce audiofilek, bo jako żył, tak jeszcze czegoś takiego jeszcze nie słyszał. Jakaś nowa płyta, czy coś – pomyślał. Ale nie, płyta była znana, tyle że wzmacniacz tak pięknie muzykę wkładał w słuchawki, nie szumiąc i nie brumiąc, tylko po prostu miło i przyjemnie grając.  Największym zdumieniem dla audiofilka, wychowanego na krzemowych rozwiązaniach była prostota zbudowanego układu. Dwie lampki, kilka oporników i kondensatorów, transformator, dławik i dwie diody spięte drutami wg schematu, który mieścił się w kartce z zeszytu grało znacznie lepiej niż bardzomocnoskomplikowanywewnętrznie hipernowoczesny wzmacniacz scalony.

Takoż ta pierwsza przygoda audiofilka z lampami, kóra miała miejsce jesienią ostatniego roku XX wieku rozpoczęła jego kolejną elektroniczną, lampową przygodę. Zmontowany protopyp przechodził kolejne modyfikacje, poprawiające jego brzmienie i możliwości. Pojawiły się też następne prototypy i urządzenia oparte o lampy.  Ale niezapomniany jest ten pierwszy poskładany na kuchenny stole układ, który po drobnych modyfikacjach gra do dzisiaj, żeby od czasu do czasu można było cofnąć się do początków.

A tak wygladał prototyp

A tak wygladał prototyp

Reklamy

One response to “bajka słuchawkowo-lampowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s