Flexy – stolik pod sprzęt

Gotowy stolik Flexy

Dzisiaj chciałbym zaprezentować stolik pod sprzęt, który każdy może w łatwy sposób zmontować sam. Przepis pochodzi ze strony tnt-audio.com. Stolik daje wręcz nieograniczone możliwości konfiguracji odstępu pomiędzy półkami oraz ilości półek. Budowa nie jest skomplikowana, najbardziej pracochłonne jest nakręcanie nakrętek na pręty.

Flexy - Składniki

Składniki:

  • 6 półek o wymiarach 40x60cm. Materiał dowolny  – deska, sklejka, płyta wiórowa okleinowana, MDF,
  • 15m taśmy brzegowej do okleinowania krawędzi półek (nie potrzebne, gdy półki mają już oklejone brzegi,
  • 4 pręty gwintowane M16 1m długości (równie dobrze mogą być grubsze M18 lub M20),
  • 48 nakrętek M16,
  • 48 podkładek M16,
  • 4 nóżki gumowe do prętów M16.
  • Opcjonalnie 4 lub 8 nakrętek kapturkowych M16 (na początku ich nie miałem) – optycznie lepiej wyglądają niż gołe nakrętki na końcach prętów.
  • Klucz do nakrętek M16x2.
  • Opcjonalnie 48 podkładek gumowych, neoprenowych lub teflonowych  (mnie niestety nie udało się ich zakupić)

Półka gotowa do wiercenia otworów pod pręty.

Pręty mogą być 3 lub 4 ze stali ocynkowanej lub nierdzewne.  Standardowa długość prętów dostępna w sprzedaży to 1m, ale można je przyciąć do mniejszej długości w razie potrzeby.

Pręty z pierwszą partią nakrętek.

Ilość półek zależna od wykorzystywanego sprzętu. Rozmiar półek też nie jest krytyczny. Materiał też. W Internecie można spotkać przykłady półek wykonanych nie tylko z materiałów drewnopochodnych, ale też z kamienia, marmuru, granitu, szkła lub akrylu.

Instrukcja:

  1. Okleinujemy obrzeża płyt taśmą meblową.
  2. W rogach każdej płyty wiercimy 4 otwory fi16-17mm. Odległość od krawędzi dowolna, ja zastosowałem 5cm z każdej strony.
  3. Przygotowujemy pręty do montażu. Nakręcamy na każdy pręt po jednej nakrętce na odległość około 5cm od końca.
  4. Nakładamy po jednej podkładce metalowej i jednej opcjonalnej podkładce gumowej.
  5. Montujemy pierwszą półkę 5cm od końca prętów.
  6. Nakładamy po kolejnej podkładce gumowej i metalowej, a następnie nakręcamy nakrętkę, tak by pręt był sztywno zamocowany do płyty.
  7. Stawiamy całość dolną półką przy podłodze, ustawiamy równe ogległości dolnej półki od podłogi starając się wypoziomować pierwszą półkę.
  8. Nakręcamy po jednej nakrętce mniej więcej do wysokości 10-15-20cm licząc od poprzedniej półki.
  9. Dokładamy po 1 podkładce metalowej i 1 gumowej na każdy pręt.
  10. Montujemy kolejną półkę.
  11. Poziomujemy półkę regulując nakrętki pod nią.
  12. Dokładamy po 1 podkładce gumowej i jednej metalowej.
  13. Nakręcamy po 1 nakrętce na pręt dokręcając je do półki
  14. Powtarzamy kroki od 8 do 13 dla kolejnych półek ustawiając odległości pomiędzy nimi w zależności od ilości półek.
  15. Ostatnią półkę mocujemy na samym końcu prętów, tak by ostatnie nakrętki wkręciły się równo z końcem prętów.

4 półki zamocowane

Po zmontowaniu półki możemy cieszyć własnoręcznie wykonanym stolikiem na sprzęt.

Dla możliwości regulacji możemy zastosować regulację wysokości półki na kolcach. W tym celu potrzebujemy komplet 4 regulowanych kolców z gwintem M8. Potrzebować też będziemy wiertła fi 6,8mm lub 7mm oraz gwintownika (kompletu) M8 wraz z pokrętłem.  W jednym końcu pręta M16 wiercimy osiowo otwór wiertłem 6,8mm na głębokość 3-4cm, a następnie przy pomocy gwintownika wykonujemy w otworze gwint M8, w który ostatecznie wkręcimy kolec do poziomowania półki.

Reklamy

Gainclone – najprosztszy wzmacniacz DIY

Gainclone od frontu - w zasadzie nie ma czego oglądać.

Dziś będzie o wzmacniaczu, który od kilku lat robi furorę na forach dyskusyjnych o DIY Audio. Jest to ‚klon’ oparty na konstrukcji i koncepcji wzmacniacza Gaincard produkowanego przez 47Lab (Sakura Systems) w Japonii. Pierwowzór był bardzo prosty, oparty o scalone wzmacniacze LM3875 produkowane przez National Semiconductors, garść elementów towarzyszących, cieniutkie okablowanie wewnętrzne i mocny transformator. Powstało wiele projektów ‚klonów’ oparte o kości LM1875, LM3875, LM3886, w konfiguracjach odwracających i nieodwracających, z różnymi buforami i stopniami wejściowymi. Układ na forach został ochrzczony jako ‚Gainclone’. Jednym z wielkich popularyzatorów klonowania był Peter Daniel z Kanady, udzielający się na diyaudio.com oraz na forum audiostereo.pl. Peter zajmuje się również komercyjną stroną klonowania i oferuje w na swojej stronie internetowej www.audiosector.com zestawy do samodzielnego montażu. Wystarczy je zmontować, dołożyć obudowę, gniazda i transformator i można się cieszyć swoim klonem.

Niewiele mam w środku.

Konstrukcja wykorzystuje scalony wzmacniacz mocy pracujący ze wzmocnieniem napięciowym 30dB. W zasilaniu każdego kanału zastosowane są nieduże jak na wzmacniacz mocy kondensatory rzędu 1000-2000uF, napięcie z transformatora prostowane jest przez bardzo szybkie diody prostownicze (osobne mostki Graetza dla dodatniej i ujemnej gałęzi zasilania), a transformator ma wydajność znacznie przekraczającą wymagania samych kości. Taka konfiguracja powoduje, że układ w razie zwiększonego zapotrzebowania na prąd nie pobiera go z ‚rezerwuarów’ jakimi zazwyczaj są kondensatory zasilacza, a pobiera go praktycznie bezpośrednio z transformatora. Są również konstrukcje, gdzie stosuje się większe kondensatory w zasilaniu, podobnie jak to ma miejsce w typowych wzmacniaczach mocy.

Trzy płytki, trochę kabelków

Mój wzmacniacz powstał najpierw jako prototyp połączony ‚na pająka’, a później trafił na płytki drukowane.  Oparty jest na wzmacniaczach LM3875TF oraz dość dobrych komponentach towarzyszących, zalecanych w różnych projektach. Zastosowałem rezystory Caddock oraz Rikken, kondensatory Rubycon Black Gate oraz Panasonic FA, diody OnSemi MUR860, tranformator 300VA w wersji audio robiony na zamówienie. Okablowanie wewnętrzne to Kimber oraz Audiquest. Obudowa stalowo-aluminiowa. Układ docelowy zmontowałem na płytkach drukowanych z zamówienia grupowego na audiostereo.pl. Przy projekcie zastosowałem minimalistyczne podejście do samej obudowy. Żadnych wodotrysków z przodu. Jedna para wejść, jedna para wyjść, zasilanie, bezpiecznik i wyłącznik. Wzmacniacz od początku miał współpracować z przedwzmacniaczem.

Zbliżenie na moduł wzmacniacza.

Pierwszy prototyp powalił na kolana używanego przeze mnie Creeka 4330, dodając do muzyki więcej przestrzeni i wigoru. Muzyka nabrała tempa, dynamiki, czego w przypadku Creeka niestety brakowało. Dodatkowo zadziwiło mnie to, że praktycznie nie było problemów z uruchomieniem, szumami własnymi, czy brumem. Pierwotnie układ zbudowałem jako tzw. dual mono. Każdy kanał miał niezależny transformator sieciowy, płytkę prostowników i płytkę wzmacniacza. Układy łączyły się tylko w jednym punkcie wspólnej masy.  Po przełożeniu do nowej obudowy i zamówieniu lepszego, mocniejszego transformatora, zamiast dwóch zwykłych okazało się że stosowanie osobnych mostków prostowniczych daje niestety spory przydźwięk sieciowy, dlatego po różnych próbach prowadzenia przewodów wyszło mi, że najlepiej to gra, jak się zastosuje jeden wspólny zasilacz dla obu kanałów. Wyeliminowało to brumienie całkowicie i wzmacniacz gra bez zastrzeżeń. Wzmacniacz współpracuje z przedwzmacniaczem pasywnym opisanym tutaj. Praktycznie osiąga moc około 50W na kanał i spokojnie daje radę wysterować moje kolumny. Bardzo dobrze spisuje się przy nocnym i normalnym słuchaniu. Niestety przy bardzo głośnym słuchaniu wychodzą jednak ograniczenia w mocy wyjściowej i wzmacniacz potrafi grać basem totalnie oderwanym od pozostałej części sygnału muzycznego.

Widok z tyłu - wejście sygnału, wyjście na kolumny oraz zasilanie.

Obecnie używam go głównie jako wzmacniacza ‚zapasowego’,  lub gdy robię zmiany i testy innych wzmacniaczy.

Przedwzmacniacz pasywny (DIY)

Rozpocząłem przenoszenie niektórych projektów z mojej nieistniejącej już strony. Na początek jeden z najprostszych układów: przedwzmacniacz pasywny do sterowania końcówką mocy Gainclone.

Przedwzmacniacz pasywny

Genezą powstania urządzenia było zrobienie wzmacniacza – końcówki mocy, który nie miał wbudowanego selektora źródeł, ani też regulacji wzmocnienia. Aby te dwie niedogodności wyeliminować musiałem zbudować  przedwzmacniacz. Wybrałem jeden z najprostszych do zbudowania układów, zwany pasywnym.  Założenia konstrukcyjne były następujące:

  • układ pasywny, regulacja sygnału za pomocą potencjometru,
  • możliwość podłączenia 3 źródeł sygnału,
  • jedno wyjście regulowane – do końcówki mocy,
  • jedno wyjście nieregulowane – do podłączenia wzmacniacza słuchawkowego.

Przedwzmacniacz pasywny - środek

Potrzebne materiały

  • 5 par gniazd wejściowych chincz / RCA,
  • przełącznik obrotowy 3 pozycyjny 2 sekcyjny,
  • potencjometr 2 kanałowy 100kOm logarytmiczny,
  • obudowa + gałki,
  • normalia (wkręty, nakrętki, wsporniki).

Układ został zmontowany w prostej obudowie metalowej 14x14x4cm. Dla poprawienia estetyki dołożyłem przedni panel z płaskownika z anodowanego aluminium. Gałki regulatora i przełącznika wykorzystałem z uszkodzonego urządzenia firmy Fisher. Obudowę wykleiłem od wewnątrz matą bitumiczną, co poprawiło nieco jej sztywność i masę, przez co grube kable maja trochę trudniej ją przesunąć na półce.

Przedwzmacniacz pasywny - schemat - kliknij by powiększyć

Schemat urządzenia jest bardzo prosty. Z gniazd chinch sygnał poprzez przewody trafia na przełącznik, po przełączniku rozgałęzia się na wyjście nieregulowane  oraz regulowane. Do regulacji zastosowałem potencjometr Alps RK27112 (tzw. niebieski), który charakteryzuje się dosyć dobrą współbieżnością kanałów oraz niewielkimi przesłuchami międzykanałowymi. Prowadziłem też próby z polecanym na niektórych forach maleńkim Alpsem RK09, ale w nim niestety występują znacznie większe przesłuchy międzykanałowe, ze względu na niewielkie odległości pomiędzy sekcjami.

Przez jakiś czas przedwzmacniacz ten służył jako podstawowy regulator w moim systemie. Później został zastąpiony przedwzmacniaczem Omak Jevel Two, który również był typu pasywnego, tyle, że miał więcej wejść i wyjść oraz regulację na 23 pozycyjnym przełączniku i drabince rezystorowej zamiast potencjometru. Obecnie mały przedwzmacniacz jest od czasu do czasu wykorzystywany przy testowaniu różnych prototypów.

Błękitne Rakiety (Mogami Blue Rocket)

Dziś bardziej fotograficznie niż sprzętowo.

Mogami Blue Rocket

Mogami Blue Rocket

Oto przed Państwem zestaw Mogami Blue Rocket: Interkonekt oraz Kabel Głośnikowy.

Mogami Blue Rocket

Mogami Blue Rocket

Topowy model kabla Mogami. Fabrycznie oznaczany jako MOGAMI Neglex 2513, a w audiofilski światku znany jako MOGAMI Blue Rocket. W zasadzie był to kabel głośnikowy, ale przy konfekcjonowaniu zostały 2 odcinki po 0,5m z których wyszedł Interkonekt.

Kabel głośnikowy niestety nie dla wszystkich, ze względu na znaczną pojemność pomiędzy żyłami, wynikającą z konstrukcji Dual Concentric, może zbytnio obciążać wzmacniacz swoją pojemnością i powodować jego wzbudzanie się. U mnie niestety powodował wzbudzanie się ‚Gainclona’ przy częstotliwości około 100Hz.

Mogami Blue Rocket

Mogami Blue Rocket - banany BFA

Z drugiej strony przy innym sprzęcie potrafi nieźle zamieszać i przez swoją charakterystykę przetworzyć dźwięk na bardzo żywy i otwarty.

Kabel ze zdjęć był konfekcjonowany przeze mnie. Niestety nie wspominam tego zbyt miło, bo kabel jest bardzo sztywny, a jego specyficzna konstrukcja wymaga zastosowania kilku warstw koszulek termokurczliwych do zarabiania. Ale już po konfekcji, kabel mi się znowu spodobał. Niestety nie trafił do mojego systemu, tylko do kolegi, który jest z niego bardzo zadowolony.

MiniDAC.1 cz.1

Zgodnie z zapowiedziami z tego wpisu dziś prezentuję prototyp MiniDAC’a  wykonanego dla siebie. Układ bazuje na identycznych modułach jak w tamtym wpisie, czyli odbiornik CS8416 i przetwornik PCM1798. Oba DACe różnią się głównie stopniem zaaplikowanych modyfikacji. Aby uniknąć nieporozumień, mojego DAC’a nazwałem MiniDAC.1, a taki sam układ przygotowany dla kolegi i opisany wcześniej nazwałem MiniDAC.2. Przetworniki mają możliwość współpracy ze źródłami sygnału cyfrowego SPDIF Coaxial oraz Toslink aż do 24bit /192kHz, ale w praktyce testuję je maksymalnie z sygnałem 24bit/96kHz. Na niektórych forach DIY audio określa się je jako ‚nowe „Lampucery” mini”.

MiniDAC.1 CS8416-PCM1798 - prototyp

Jak widać na załączonym wyżej zdjęciu, zastosowałem nieco inny filtr sieciowy oraz transformator TS40/51, a także dołożyłem jeszcze jeden mały zasilacz. Ale po kolei, moja wersja od fabrycznego oryginału różni się następującymi zmianami, które opisałem w poprzednim wpisie:

  • zamiana kanałów L i R w na wyjściu,
  • zmiana rezystorów sprzężenia zwrotnego w stopniu wyjściowym z 1k5 na 1k, aby zniwelować DC offset oraz ustawić poziom wyjściowy na 2V. Uwaga. Ta zmiana dotyczy tylko wersji z rezystorami 1k, 1k5 w okolicach stopnia wyjściowego. Oprócz tego na rynku jest również dostępna wersja tego modułu z rezystorami 22k, która najprawdopodobniej nie wymaga tej modyfikacji.

Oprócz powyższych zaaplikowałem jeszcze ‚swoje’ modyfikacje.

Usunięcie układu scalonego U10 – CD4053 po spodniej stronie płytki i wlutowanie zworek dla sygnału L i R oraz eliminacja układu zasilania +/-6,8V. CD4053 był zastosowany jako układ wyciszania wejścia, w przypadku braku sygnału z odbiornika. Niestety układ ten nie spełniał swojej roli, bo działał zbyt wolno i przy zmianie ‚gęstych’ sygnałów i tak słychać było niewielkie trzaski. Poza tym, ten scalony element przełączający miał niestety dość negatywny wpływ na dźwięk, co objawiało się pewną ‚szorstkością’ w brzmieniu, głównie średnicy. Po wylutownaniu układu, wyeliminowałem również z płytki proste zasilacze, które w tym momencie okazały się zbędne. Usunięte elementy: R4, R5, D4,D5, C18,C19, C24, C27.

Kondensatory zasilania stopnia wyjściowegoWykorzystując miejsce po zasilaczu do układu wyciszania wlutowałem pomiędzy +12V i -12V, a masę kondensatory 220uF/16V Elna Cerafine, które poprawiły nieco układ zasilania wzmacniaczy operacyjnych stopnia wyjściowego. Pierwotnie na płytce przetwornika nie było ani jednego kondensatora elektrolitycznego odsprzęgającego zasilanie wzmacniaczy, a jedynie niewielkie kondensatory ceramiczne 100nF SMD.  Najbliższe elektrolity były na płytce zasilacza, podłączonej stosunkowo cienkimi przewodami. Nowe kondensatory ustabilizowały nieco zasilanie, ale docelowo należałoby odsprzęgnąć każdy wzmacniacz operacyjny parą 10uF/25V pomiędzy zasilaniem, a masą układu.

OS-CONy i SilmicKolejną modyfikacją, była wymiana kondensatora osprzęgającego odbiornik TOSLINK  – C1 na Sanyo OS-CON 10uF/6.3V oraz kondensatora zasilania układu odbiornika C23 na Sanyo OS-CON 100uF/10V. Dodatkowo zamieniłem jeszcze kondensator w obwodzie zasilania stopnia analogowego przetwornika PCM1798 – C4 na Elna Cerafine 220uF. Planuję jeszcze dolutować kondensatory 10uF/6,3V OS-CON równolegle do C42, aby poprawić zasilanie PCMa.

Poprawka zasilaniaWykorzystując fakt, że zastosowany przeze mnie transformator TS40/51 posiada trzy napięcia wyjściowe, zmodyfikowałem również płytkę zasilacza. W pierwotnej wersji wszystkie stabilizatory napięcia dodatniego były zasilane ze wspólnego kondensatora C34. Układ taki filtrował w niewielkim stopniu zakłócenia w.cz. poprzez dławiki L2, L3. Ponadto stabilizatory +5V miały trochę cięższe zadanie, bo musiały redukować napięcie aż z 17V, przez co dość się grzały. Zmieniłem to odlutowujac dławiki od strony C34 i podając na nie napięcie z osobDodatkowy zasilacznego prostownika, który podawał 8V z dodatkowego uzwojenia transformatora. Zmiana ta odseparowała zasilanie wzmacniaczy operacyjnych oraz układów przetwornika i odbiornika. Dodatkowo kable z transformatora przewinąłem przez rdzeń ferrytowy zmniejszając w ten sposób zakłócenia, jakie mogłyby się przedostać z części cyfrowej do analogowej przez transformator. Niestety nie eliminuje to wszystkich możliwych dróg zakłóceń, gdyż cały zasilacz ma dosyć słabo zaprojektowane prowadzenie mas układów cyfrowego i analogowego, które na płytce zasilacza są ze sobą połączone. Aby to poprawić, należałoby zaprojektować całkiem nowy zasilacz z rozdzieleniem mas.

Po wszystkich zmianach przetwornik ten gra lepiej niż Squeezebox TOUCH, z którym współpracuje. Dźwięk jest znacznie bardziej otwarty i bezpośredni, a granice instrumentów lepiej określone. Zakres górnych tonów i wybrzmień jest zbliżony i pojawia się coś co niektórzy nazywają ‚powietrzem’.

W planach mam jeszcze całkowite wyeliminowanie stopnia analogowego i przetwornika prąd-napięcie na wzmacniaczach operacyjnych poprzez zastąpienie go układem lampowym i konwersją pasywną na rezystorach. Po głowie chodzi mi tutaj proponowany przez Mr. Lampizatora układ SRPP na 6n6p lub w wersji mikro na 6n16b.

Jacques Loussier Trio – The Bach Book – 40th Anniversary Album

Jacques Loussier Trio - The Bach Book

Jacques Loussier Trio - The Bach Book

Jedna z perełek mojej kolekcji, do której wracam, gdy chcę sobie poprawić nastrój. Płyta ta to kolejne odkrycie sprzed prawie 10 lat. Mimo iż Jacquess Loussier grał swoje jazzowe interpretacje muzyki J.S.Bacha od 40 lat, to do mojej kolekcji pierwsza jego płyta trafiła dopiero w listopadzie 2000r. Była to płyta również kupiona przypadkowo, bez odsłuchania i zastanawiania się. Ot, była targowa okazja żeby kupić kilka płyt w dobrej cenie i ją wykorzystałem. Nawet nie wiedziałem co to będzie. Wiadome było jedno:  Bach, niewiadome: wykonawcy i interpretacja. Po opisie na opakowaniu domyśliłem się że będzie fortepian, kontrabas i perkusja, ale nie spodziewałem tego w jaki sposób podane. Spodziewałem się jeszcze dobrej realizacji, z których znana była wytwórnia Telarc.

Zaskoczenie płytą było potężne. Po pierwsze,  sama muzyka Bacha podana w nietypowy sposób. Po drugie, improwizacje. Po trzecie, że tak też można zagrać Bacha – mając do dyspozycji niezbyt złożone instrumentarium. Materiał muzyczny jest przekrojem interpretacji muzyki mistrza baroku przez współczesnego pianistę jazzowego. Wybór utworów – same ‚hity’, w sumie nie ma się czemu dziwić. Materiał był przygotowany na jubileuszową płytę wydaną z okazji 40 lecia grania Bacha przez  Jacquesa Loussiera. Płyta zaczyna się spokojnie od Preludium No.1 w C-dur (BMV 846), by potem dać się ponieść dynamicznie rozpoczętemu 5 Koncertowi Brandenburskiemu (BMV 1050).  Następnie uspokajający „Jesu,  Joy of Man’s Desiring”  i dalej zaczyna być znowu bardziej dynamicznie Gavotte  b-mol (BMV 1068), by skończyć trzyutworowym radosnym  Koncertem D-dur na klawesyn (BMV 1054). Za każdym razem gdy jej słucham, towarzyszy mi uśmiech od ucha do ucha, po prostu cieszy mnie to i już.

Od strony brzmieniowej płyta zrealizowana jest na bardzo wysokim poziomie. Instrumenty dobrze spozycjonowane na scenie. Głęboki dźwięk fortepianu. Idealne wybrzmienia wszystkich przeszkadzajek perkusyjnych. Pięknie wyartykułowany kontrabas z wyraźnie zaznaczonymi granicami instrumentu na scenie. Moim zdaniem miód na uszy. Długo nie mogłem się nasłuchać i zapoczątkowało to u mnie małą kolekcję kolejnych płyt Tria oraz, co więcej byciem na koncercie zespołu, jaki miał miejsce w 12 Maja 2001r we Wrocławskiej Filharmonii. Po tym koncercie moja płyta wzbogaciła się o autografy 🙂

Z innych płyt Tria mogę polecić jeszcze „Jacquess Loussier Plays Bach” oraz „4 pory roku Vivaldiego”. Warto również zwrócić uwagę na interpretację muzyki Erica Satie.

Jacques Loussier Trio – „The Bach Book” 40th Anniversary Album – Telarc Jazz – CD-83474.

Skład: Jacques Loussier – piano, Vincent Charbonier – bass, Andre Arpino – drums

cyfrowy winyl

W ubiegłym tygodniu brałem udział w „warsztatach gramofonowych” we wrocławskim „FUSICu”. Pierwsza prezentacja dotyczyła praktycznych  regulacji gramofonu, natomiast druga ramion i wkładek Ortofona.

O ile omówienie i prezentacja ramion i wkładek była standardowo, ot pokazanie co jest, jak wygląda i zaserwowanie nieco opowieści i anegdot, to druga ‚praktyczna’  jej część była dosyć nietypowa. Otóż, była to prezentacja brzmienia wkładek gramofonowych ‚bez gramofonu’. Znaczy się gramofon był, nawet miał płytę położoną na talerzu i ta płyta się kręciła i grała muzyka. Tyle że nie z tej płyty i tego gramofonu. W zamian do wzmacniacza był położony profesjonalny rejestrator DSD Korg MR1000 z którego była robiona prezentacja.  Prowadzący wytłumaczył o co chodzi: materiał z płyt był zgrany z wykorzystaniem różnych wkładek Ortofona, transformatora Step-up i przedwzmacniacza do urządzenia rejestrującego (wspomnianego wcześniej KORGA), z którego później były również te nagrania odtwarzane. Prezentowana muzyka faktycznie była bardzo „winylowa” i słychać było wyraźne różnice pomiędzy MM (Ortofon 2M Black) a MC (Ortofon Rondo i SPU). Do tego, jak zapewniał prezentujący to Pan Mirek dochodzi wygoda w żonglowaniu różnymi wkładkami. Wystarczy zamontować jedną wkładkę, zgrać na niej swoją płytotekę, później kolejną i tak do końca kolekcji wkładek. A później już można się cieszyć super dźwiękiem, nie zużywając przy tym ani płyt, ani gramofonów. Ale czy o to chodzi? W przypadku przejścia z CD na pliki sprawa jest łatwiejsza, teoretycznie format zapisu jest taki sam i dobry odtwarzacz strumieniowy jest w stanie działać praktycznie tak jak napęd CD. A jak potraktować takie rozwiązanie? Przecież to jawne odejście od analogowego zapisu dźwięku, teoretycznie kodowanie DSD jest znacznie bardziej bliskie działaniu analogowemu przetwarzaniu niż „dyskretny” PCM, ale zawsze zostaje ta nutka niepewności, czy aby na pewno jest to samo. W sumie DSD jest standardowo wykorzystane jako kodowanie w formacie SACD, który od kilku lat przebija się w audiofilskich sprzętach. Myślę, że zaprezentowane podejście dla analogowych purystów będzie jednak na tyle rewolucyjne, że nie każdy się z nim zgodzi.

Chociaż z drugiej strony coraz więcej sprzętu jest budowana o cyfrowe stopnie końcowe we wzmacniaczach. Prekursorem był tu TACT, który wypuścił wzmacniacz o podobnym działaniu (słynny TACT Millenium) ponad 10 lat temu . W tej chwili wzmacniacze klasy D, to standard w amplitunerach kina domowego i coraz częściej w stereofonicznych systemach audio (głównie bazujące na układach Tripatch).

P.S. sprawdziłem tego Korga MR1000. Całkiem niezłe urządzenie. Przenośne, pozwala na zgranie kilku godzin muzyki w DSD 1-bit 5.6MHz oraz oczywiście gęste PCM aż do 24bit/192kHz.